Związać koniec z końcem

VIOLETTA GRADE
Zima to dla bezrobotnych najcięższy okres. W jadłodajni prowadzonej przez fundację Adullam dostają ciepły obiad.  /  VIOLETTA GRADEK
Zima to dla bezrobotnych najcięższy okres. W jadłodajni prowadzonej przez fundację Adullam dostają ciepły obiad. / VIOLETTA GRADEK
Zbliża się trzynasta. Do siedziby Fundacji Chrześcijańskiej Adullam przy ul. Ciasnej suną grupki ludzi. W torbach pobrzękują menażki, słoiki, plastikowe pojemniki. W jadłodajni ustawia się długa kolejka.

Zbliża się trzynasta. Do siedziby Fundacji Chrześcijańskiej Adullam przy ul. Ciasnej suną grupki ludzi. W torbach pobrzękują menażki, słoiki, plastikowe pojemniki. W jadłodajni ustawia się długa kolejka. Ogromny, kilkudziesięciolitrowy gar z zupą wnosi dwóch rosłych mężczyzn.

Pani Sylwia zanurza chochlę w parującej zupie i nalewa na talerze gorącą ogórkową. Pan Marek wydaje drugie danie: bigos z bułką. Niektórzy wyciągają z siatek pojemniki. Obiad zaniosą swoim bliskim. W kolejce widać ludzi w różnym wieku, są także dzieci. Obok skromnie ubranych osób, stoją i ludzie, po których na pierwszy rzut oka nie widać biedy.

Iwona Bartnik, matka samotnie wychowująca trójkę dzieci przychodzi do jadłodajni prowadzonej przez fundację Adullam od kilku lat.

- Bez tego nie związałabym koniec z końcem - mówi. - Jestem bez pracy. Mam tylko 130 zł alimentów na najmłodsze dziecko. Z tego płacę 12 zł czynszu i jeśli uda się, to i rachunek za prąd. Na jedzenie niewiele starcza. Czasami da coś opieka społeczna. Ostatnio dostałam stamtąd 100 zł i tonę węgla.

Jolanta Zatoń kończy jeść obiad i pakuje do toreb plastikowe pojemniki. - To dla rodziny - mówi. - Najgorzej było pierwszy raz wyciągnąć rękę. Z początku trochę się wstydziłam. Teraz już nie. Czy to wstyd, że człowiek głodny chodzi?

37-letnia Beata pomaga przy obróbce jarzyn w kuchni przy jadłodajni prowadzonej przez fundację. Dzięki temu może zabrać obiad dla całej swojej rodziny: bezrobotnego męża i dwójki dzieci.

- Czuję się tu przydatna. Nie tylko biorę, ale i sama też coś od siebie daję - mówi.

Zima to dla nich najcięższy okres. Nie ma sezonowych prac. Trudno o jakiekolwiek zajęcie.

- Gdyby była praca, wszystko układałoby się inaczej - mówią.

45-letni Paweł stracił pracę w Wykromecie i odtąd przestał sobie radzić.

- Mieszkam z matką w trudnych warunkach - w zawilgoconym mieszkaniu w starej kamienicy w Al. NMP. Do fundacji przyjeżdżam codziennie od roku - mówi. - Pomagam w kuchni, zjadam obiad. Tu czuję się jak w rodzinie.

Elżbieta Piłatowicz, prezes Fundacji Chrześcijańskiej Adullam prowadzi stołówkę od 7 lat.

- Pomagamy matkom i ojcom samotnie wychowującym dzieci, osobom chorym i ubogim - mówi. - Codziennie wydajemy 340 dwudaniowych obiadów, w tym 120 dla dzieci. Coraz częściej do jadłodajni przychodzi młodzież, która nie ma pracy.

Fundacja czerpie środki na prowadzenie stołówki od sponsorów. Codziennie zaopatrzeniowiec z Adullam objeżdża starą furgonetką podczęstochowskich rolników i okoliczne hurtownie. Zbiera wszystkie oferowane przez nich produkty spożywcze.

- Nawet koszyk ziemniaków czy zboże, które w zaprzyjaźnionych młynach wymieniamy na kaszę - mówi Elżbieta Piłatowicz. - Coraz trudniej uzyskać żywność od hurtowni. Masarnie, z pomocy których korzystaliśmy, od dawna nie miały półtusz wieprzowych. Nie dostajemy więc kości po rozbiórce mięsa, a pozostawały na nich resztki, które mogliśmy wykorzystać np. do zrobienia gulaszu. Do niedawna dawaliśmy naszym podopiecznym także suchy prowiant. Teraz dostają dodatkowo tylko chleb - jeśli mamy go w nadmiarze.
K

Elżbieta Piłatowicz, prezes Fundacji Chrześcijańskiej Adullam:

- Codziennie wydajemy 340 dwudaniowych obiadów, chętnych jest jednak znacznie więcej. Staramy się urozmaicić jedzenie w miarę naszych możliwości przygotowując oprócz zup np. ziemniaki z omletem czy gulaszem, makaron z serem, kaszę z tłuszczem i surówką. Duże ilości kapusty kiszonej dostarcza nam jej producent. Czasami uda nam się zdobyć ryby lub mięso. Nie tylko dokarmiamy i ubieramy naszych podopiecznych. Staramy się im pomóc także duchowo, wyprostować ich życiowe ścieżki, pokazać im drogę, jaką my idziemy - Boga.

Iwona Bartnik:

- Do jadłodajni prowadzonej przez fundację przychodzę z trójką moich dzieci: 17-, 16- i 8-letnim. Sama je wychowuję. Możemy zjeść tu obiad i dzięki temu jakoś sobie radzimy. Oszczędzam na wszystkim. Nie piję, nie palę, ale i tak trudno związać koniec z końcem. Nie wstydzę się, że korzystam z pomocy fundacji. Ludzie okazali mi tu serce.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie