Naraził się, to ma

GRAŻYNA FOLARON
Leszek Pilarski pokazuje, w którym miejscu został rzucony na ziemię. Foto: GRAŻYNA FOLARON
Leszek Pilarski pokazuje, w którym miejscu został rzucony na ziemię. Foto: GRAŻYNA FOLARON
Mieszkający w Janowie i prowadzący stadninę koni Leszek Pilarski złożył w częstochowskiej Prokuraturze Rejonowej wniosek o wszczęcie postępowania przeciwko policjantom z komisariatu w Koniecpolu.

Mieszkający w Janowie i prowadzący stadninę koni Leszek Pilarski złożył w częstochowskiej Prokuraturze Rejonowej wniosek o wszczęcie postępowania przeciwko policjantom z komisariatu w Koniecpolu. Twierdzi, że został przez nich pobity, na dowód czego przedstawia świadków i orzeczenie biegłego lekarza sądowego. Jest przekonany, że trwające od roku policyjne szykany są wynikiem tego, że rok wcześniej nie wręczył policji łapówki i doniósł, że funkcjonariusze byli nietrzeźwi.

- 8 czerwca ubiegłego roku o godz. 1.00 w nocy, gdy wracałem ze stajni do domu, na teren mojej posesji weszli policjanci z prewencji - opowiada Leszek Pilarski. - Przypuszczam, że chodziło im o łapówkę. Uważali, że skoro mam konie, to mam i pieniądze, więc powinienem im zapłacić. Próbowali mi wmówić, że prowadziłem samochód po pijanemu. Ponieważ poczułem od nich zapach alkoholu, zadzwoniłem do dyżurnego, ale ten, zamiast zająć się policjantami, kazał mi poddać się badaniu krwi na zawartość alkoholu. Ku mojemu zaskoczeniu wynik brzmiał 0,7 promila. Jestem przekonany, że krew została podmieniona, więc zażądałem identyfikacji badanej próbki z moją krwią. Do tej pory wyniku nie ma. Od roku natomiast stałem się przedmiotem ogromnego zainteresowania policji. Bardzo często radiowóz stał pod moim domem, funkcjonariusze zaglądali przez bramę sprawdzając, czy jestem i co robię.

Kiedyś w niedzielę stali aż do 21.30. Inwigilowała mnie i prewencja, i drogówka. Trwało to do 26 czerwca tego roku, czyli aż do pobicia. W tym dniu około 10.00 rano szedłem z domu do Janowa, do stajni. Z tyłu nadjechał radiowóz z jednym policjantem, który kazał mi wsiąść do auta. Odmówiłem, bo nie chciał mi powiedzieć dlaczego mam to zrobić. Wtedy zaczął mnie szarpać, ale gdy nie pozwoliłem się wepchnąć do radiowozu, zawrócił i odjechał. Jak się potem okazało, po swego kolesia. Byłem już na janowskim rynku, gdy zajechali mi drogę i wyskoczyli z radiowozu. Wiedziałem, że muszę uciekać tam, gdzie są ludzie. Dobiegłem do stacji benzynowej i tam mnie dopadli. Zachowywali się jak sadyści, jak ZOMO-wcy. Podcięli mi nogi, rzucili twarzą na ziemię, a gdy już leżałem, jeden z nich zaczął mnie kopać po bokach i deptać po plecach. Uderzył mnie w twarz. Drugi pobiegł po kajdanki, po czym mnie skuli i wrzucili na tył radiowozu. Obrzucali mnie wulgarnymi wyzwiskami.

Podjechali pod mój dom i zaczęli mnie przesłuchiwać. Gdy chciałem, by najpierw sami się przedstawili, usłyszałem, że "takiemu łachowi" nie będą mówić, jak się nazywają. Za kajdanki wyciągnęli mnie z samochodu, przeszukali mi kieszenie i wyciągnęli wszystko, co w nich znaleźli. Przed moją posesją stał samochód znajomego, który u mnie go garażuje. Mimo że wiedzieli, iż nie jest moją własnością, bo sprawdzili to u dyżurnego, kazali pomocy drogowej z Koniecpola auto odholować. Nie dali żadnego pokwitowania. W tej chwili adwokat kolegi zajął się sprawą odzyskania auta. W końcu zgodziłem się podać moje dane, a nawet poddałem się badaniu alkomatem. Byłem zupełnie trzeźwy, więc wyszło 0,00.
Pobity i zakrwawiony Leszek Pilarski udał się do lekarza (biegłego sądowego) na obdukcję. Ten stwierdził u badanego "stłuczenie głowy, rany tłuczone (powierzchowne) obu łuków brwiowych, otarcie skór łuku jarzmowego lewego, otarcie skóry obu łokci, stłuczenie powłok brzucha po stronie lewej, stłuczenie, obrzęk palca III-IV ręki lewej z całkowitym uszkodzeniem ścięgna prostownika palca III".

Ewa Hadaś, naczelnik I Wydziału Postępowania Przygotowawczego w Prokuraturze Okręgowej w Częstochowie potwierdziła, że wniosek L. Pilarskiego wpłynął do Prokuratury Rejonowej, a ta z kolei przekazała go Prokuraturze Okręgowej.
- Sprawa trafiła do nas, ponieważ dotyczy komisariatu w Koniecpolu podlegającego Prokuraturze Rejonowej w Częstochowie - tłumczy pani prokurator. - Zasadą natomiast jest, by sprawy policjantów nie badali prokuratorzy współpracujący z nimi. Tak więc dokumentację pana Pilarskiego przekazaliśmy do prokuratury w Myszkowie. Będzie to osobiste śledztwo prowadzone przez tamtejszego prokuratora, więc nie ma znaczenia fakt, iż Koniecpol leży w powiecie myszkowskim.
Inną opinię na ten temat ma zastępca prokuratora rejonowego w Myszkowie Dariusz Bereza. Prokurator ten poinformował, że sprawę odeśle do Częstochowy, bo komisariat w Koniecpolu leży na jego terenie i prokuratorzy z Myszkowa współpracują z koniecpolskimi policjantami.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie