Z koszyczka na ulicy grzybów sprzedawać nie wolno

Katarzyna Piotrowiak, JS, PS, KUB, ALEKZaktualizowano 
Za sprzedaż grzybów przy drodze grożą mandaty.
Za sprzedaż grzybów przy drodze grożą mandaty. fot. Mikołaj Suchan.
Na poboczach śląskich dróg zaroiło się od handlarzy grzybami. Niestety, są z nimi dwa poważne problemy. Pierwszy: stwarzają zagrożenie dla kierowców. Na ich widok wielu raptownie naciska hamulec i z piskiem opon zjeżdża na pobocze. Łamią przy okazji wiele przepisów i stanowią zagrożenie dla innych. Takie manewry kosztują zdecydowanie więcej niż koszyk grzybów.

Zatrzymywanie wzdłuż linii ciągłej i postój 100 zł i 1 pkt, a cofanie na autostradzie i drodze ekspresowej to 300 zł i 3 pkt. karne.

Problem drugi jest jeszcze poważniejszy. Czasem przydrożni handlarze wciskają nam grzyby niejadalne. - A grzyby można kupować tylko w sklepach i na targowiskach, wyłącznie u osób, które posiadają sprawdzony towar - apelują w sanepidzie i inspekcji handlowej. Jeszcze w tym miesiącu inspekcja ruszy w teren. Zamierzają sprawdzić, czy sprzedawcy posiadają wymagane rozporządzeniem ministra zdrowia certyfikaty. - Od 2008 roku obowiązują przepisy, które pozwalają na handel grzybami wyłącznie w placówkach handlowych oraz na targowiskach. I tylko te obiekty znajdują się pod naszym nadzorem. Sprzedaż przy drogach nie została dopuszczona. Pojawienie się handlarzy to już sprawa policji. Może się oczywiście zdarzyć, że ktoś ma w pobliżu drogi lokalnej kiosk i zezwolenie na sprzedaż, wtedy nie ma problemu, ale z koszyczka na ulicy grzybów sprzedawać nie wolno - wyjaśnia Ewa Turek z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach.

Każda partia grzybów wystawionych na sprzedaż musi mieć certyfikat. W powiatowych stacjach sanepidu są osoby odpowiedzialne za te procedury. Jedną z nich jest klasyfikator grzybów świeżych, a drugą grzyboznawca, który zajmuje się także suszonymi produktami.

- Kupowanie grzybów u przydrożnych sprzedawców lub na ulicy to niepotrzebne ryzyko, bo nie wiemy, czy zbierał je wprawiony grzybiarz, czy osoba, która chciała dorobić sobie parę groszy. Sam nigdy bym nie kupił takich grzybów - mówi Zygmunt Cichoń, naczelnik wydziału handlu i usług Śląskiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej w Katowicach.

W Regionalnym Ośrodku Ostrych Zatruć w Sosnowcu tłumaczą, że brak ostrożności można okupić zdrowiem. - W minionym roku, podczas rodzinnego grilla, zatruła się czteroosobowa rodzina. Zrobili sobie hamburgery ze sromotnikami, bo myśleli, że to kanie. Trzeba bardzo uważać, bo jeden mały kęs może się skończyć tragedią. Nastolatek z tej rodziny nie przeżył - mówi dr Sebastian Picheta.- To bardzo ważne, żeby kupować grzyby wyłącznie certyfikowane. Niektórzy pacjenci zarzekają się, że jedli kanie, a potem okazuje się, że są ofiarami sromotnika, najgroźniejszego truciciela - dodaje Picheta.

W sanepidzie ostrzegają, że zatruć można się nawet grzybem jadalnym. - Zatrzymując się przy drodze nie mamy żadnej pewności, czy handlarka zachwalająca swój towar właśnie wyszła z lasu, czy też trzymała maślaki w reklamówce przez kilka dni. Wtedy po zjedzeniu nadpsutych grzybów ostry nieżyt żołądka niemal pewny. Najczęściej dotyka dzieci oraz osoby starsze - dodaje Picheta. Od wczoraj w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie sześcioletni chłopiec walczy o życie w oczekiwaniu na przeszczep wątroby, a lekarze apelują, żeby pod żadnym pozorem nie karmić dzieci grzybami.

Sprzedawców runa leśnego można spotkać w wielu miejscach województwa śląskiego, między innymi w okolicach Raciborza i gminy Kornowac, czy na trasie szybkiego ruchu DK1 w okolicach Siedlca Małego i Winowa. Za nieprawidłowe wykorzystanie pasa drogi policjant może w skrajnych wypadkach nałożyć na grzybiarza nawet 500 złotych mandatu.

- Nie zapłacę mandatu, bo to dla mnie miesiąc sprzedawania grzybów i borówek przy drodze - mówi kobieta w średnim wieku handlująca przy drodze w Czatachowie, w gminie Żarki. - Całą rodziną chodzimy do lasu, żeby trochę zarobić dla dzieci na książki do szkoły - dodaje. W jednej skrzynce są zwykle różne gatunki grzybów. Tymczasem należy je składować osobno.

Grzybiarze spod Częstochowy twierdzą, że w tym roku najbardziej obrodziły maślaki i rydze, ale od ulicznych handlarzy kupić można prawie wszystkie gatunki grzybów. Koszyczek maślaków kosztuje 8 zł. Kto marzy o jajecznicy z rydzami musi zapłacić 10 zł. Z kolei w okolicach Rybnika kilogram borowików wyceniono na 27 złotych, a kurki na 32 zł. Nieco tańsze są prawdziwki - 25 zł.

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Z koszyczka na ulicy grzybów sprzedawać nie wolno - Częstochowa Nasze Miasto

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3