(© Fot. Lucyna Nenow)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rozmowa z Gabrielą Lenartowicz, prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach

Fundusz natychmiast zareagował na potrzeby służb walczących z powodzią i jej skutkami. Kto może skorzystać z waszej pomocy?

Przede wszystkim wspieramy służby ratownicze, właścicieli lub administratorów urządzeń hydrotechnicznych i ochrony środowiska, a także samorządy na terenach objętych powodzią. Bez zwłoki sfinansujemy zadania związane z usuwaniem zniszczeń w środowisku czy likwidacją szkód w urządzeniach wodnych i środowiskowych. Pokryjemy również wydatki Wojewódzkiego Zespołu Reagowania Kryzysowego oraz Państwowej Straży Pożarnej, przeznaczone na doposażenie m.in. magazynów przeciwpowodziowych, na przykład w wysokowydajne pompy, pontony i inny niezbędny sprzęt. Kolejna sprawa to sfinansowanie wyjazdów dzieci, których rodziny ucierpiały podczas powodzi.

Funduszowi zależy na maksymalnym uproszczeniu procedur, związanych z ubieganiem się o dotacje. Co to w praktyce oznacza?

To znaczy, że pod uwagę bierzemy zakupy poczynione już od chwili ogłoszenia alarmu powodziowego, a nie jak w normalnym trybie - od dnia zgłoszenia wniosku. Fundusz w tym roku zaplanował na ten cel ponad 9 milionów złotych na infrastrukturę i ponad 7 milionów złotych na sprzęt dla strażaków. Jednak jeśli potrzeby okażą się większe, te sumy mogą wzrosnąć. Na razie trudno oszacować skalę wydatków, powódź w regionie się nie skończyła, a szacowanie szkód jeszcze się nie rozpoczęło.

Co roku zmagamy z większymi albo mniejszymi powodziami. Walka z wodą, usuwanie szkód czy zapobieganie wylewom co roku pochłaniają ogromne pieniądze. Czy fundusz ma pewność, że pieniądze przeznaczone na ten cel nie są marnowane?

Marnowanie pieniędzy nie wchodzi w grę. Najpierw weryfikujemy zasadność składanych do nas wniosków, a następnie kontrolujemy, jak wydawane są pieniądze. Niektóre inwestycje, zwłaszcza na infrastrukturę przeciwpowodziową, trwają do kilku lat. Inne wydatki są doraźne, jednak żadne nie pozostają bez sprawdzenia oczekiwanych efektów rzeczowych i ekologicznych. Przy naszym wsparciu w wysokości ponad 115 milionów złotych, w województwie śląskim powstało 284 różnych inwestycji z tej dziedziny. W ubiegłym roku uregulowano koryta rzek w powiecie cieszyńskim, w Radlinie, Wilamowicach i w Czechowicach-Dziedzicach. Odbudowano wały rzeki Biała w Bielsku-Białej, wyremontowano koryto cieku wraz z nadbudową obwałowań rzeki Wapienica w Czechowicach-Dziedzicach. Zmodernizowano przepust wałowy na Wiśle, zbudowano zbiorniki retencyjne w powiecie tarnogórskim, Koszęcinie i w Zawierciu Kromołowie. W Goczałkowicach rozbudowano system pomiarowy, w Rajczy i Radziechowach w powiecie żywieckim zbudowano urządzenia zwiększające bezpieczeństwo przeciwpowodziowe. W odpowiedni sprzęt ratowniczy doposażono 11 magazynów przeciwpowodziowych w województwie śląskim, którymi dysponuje wojewoda.

Uprawnieni pewno biją się o takie dotacje?

Chociaż nikomu dotychczas nie odmówiliśmy wsparcia, jeśli spełniał warunki formalne, inicjatywa należy do zainteresowanych. Z tą bywa różnie i wydaje się, że bardziej zależy od aktywności niż od rzeczywistych potrzeb, które są na pewno dużo większe niż zgłaszana do nas liczba wniosków i ich wartość.

Są instytucje, które zajmują się mniejszymi wartościowo zadaniami, ale są bardzo zainteresowane i regularnie składają wnioski. Natomiast są i takie, których skala wydatków i potrzeb jest ogromna, a w ciągu dwóch lat złożyły u nas zaledwie kilka wniosków na niewielkie kwoty, choć wysokość dotacji na inwestycje ochronne wynosi 50 procent, a od tego roku na usuwanie skutków powodzi 80 procent. Wydaje się, że takie wsparcie powinno być pożądane.


Dlaczego tak nękają nas powodzie, czy jesteśmy na nie skazani?

Paradoksalnie, im bardziej ingerujemy w przyrodę i chcemy ją okiełznać, tym większe ponosimy straty w walce z żywiołem. Kiedyś rzeki miały swoje naturalne rozlewiska łagodzące powodzie, bo wały i tamy nie piętrzyły wody w czasie ulewnych deszczy. Ludzie też wiedzieli, że nie mogą się osiedlać na naturalnych terenach zalewowych. Dzisiaj wydzieramy rzekom ich przestrzeń i chcemy trzymać je w ryzach za pomocą budowli inżynierskich. Jednak okazuje się, że żaden wał czy nasyp nie pomoże, gdy przychodzi tzw. woda 500-letnia, czyli taka, która według hydrologów zdarza się statystycznie raz na pół tysiąclecia. Taka właśnie była podczas powodzi w 1997 roku. Pamiętam doskonale, jak ogromna była jej moc, pracowałam wtedy w Raciborzu. Nie ma przed nią żadnych zabezpieczeń. Współcześnie na świecie proponuje się systemowe rozwiązania przeciwpowodziowe z większym szacunkiem do natury i obliczone na ich stopniowe wprowadzanie przez wiele lat, biorąc pod uwagę stan obecny i konieczność jego stopniowego przekształcania.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!