Wybierz region

Wybierz miasto

    Rodzina z innej bajki

    Autor: Sebastian Reńca

    2007-07-20, Aktualizacja: 2007-07-19 18:26 źródło: Dziennik Zachodni

    W księgarniach niedawno znów pojawiły się książki Pawła Jasienicy. Przez lata można je było kupić tylko w antykwariatach i na aukcjach internetowych. Dziś są wznawiane, bo córka pisarza, Ewa Beynar-Czeczott, wygrała z ...

    W księgarniach niedawno znów pojawiły się książki Pawła Jasienicy. Przez lata można je było kupić tylko w antykwariatach i na aukcjach internetowych. Dziś są wznawiane, bo córka pisarza, Ewa Beynar-Czeczott, wygrała z przyrodnim bratem proces o prawa autorskie do dzieł ojca.

    Mało kto wie, że Paweł Jasienica naprawdę nazywał się Lech Beynar i w latach 1946-1955 mieszkał z rodziną w Szczekocinach (dziś powiat zawierciański). Pisarz wspominał o tym m.in. w książce "Myśli o dawnej Polsce":

    "Tak się złożyło, że przez kilka lat mieszkałem w Szczekocinach kieleckich, w domu, który zajmował kiedyś kucharz dworski. Tuż pod oknami płynęła wąziutka Pilica, przecinająca rozległy park".

    Właśnie tam powstawały pierwsze reportaże i książki Lecha Beynara, pisane po wojnie. Jego rodzina to wileńscy repatrianci, choć przyjechali do Szczekocin z... Zakopanego. W tamtejszej Szkole Ćwiczeń przy Liceum Pedagogicznym znalazła pracę Stanisława Adamowicz, siostra pierwszej żony Jasienicy.

    Domek kucharza

    - Początkowo w Szczekocinach mieszkaliśmy u pana Malucha przy ulicy Lelowskiej, który miał przedsiębiorstwo ogrodnicze. Jego dom stał w pobliżu cmentarza żydowskiego. Pamiętam, że razem z innymi dziećmi, miałam wtedy 8 lat, bawiliśmy się obok kirkutu - wspomina Ewa Beynar-Czeczott. - Dopiero później przeprowadziliśmy się do skromnego domku kucharza, który do dziś stoi przy głównej bramie prowadzącej do pałacu Dembińskich.

    W podobnym budynku, tylko po drugiej stronie bramy, mieszkali od 1953 roku Krystyna i Andrzej Wierzbowscy, małżeństwo nauczycieli.

    - Wtedy nie wiedziałam, kim jest ten dystyngowany pan, którego widywałam spacerującego nad Pilicą. Pamiętam, że mój mąż często spotykał się z panem Lechem. Ja bliżej poznałam panią Stanisławę, a wspólnie z innymi nauczycielami mówiliśmy o niej nie inaczej jak "Babuszka" - opowiada pani Krystyna.

    Rodzinna pomoc

    Jasienica przyjaźnił się w Szczekocinach nie tylko z nauczycielami, ale też z sędzią Mieczysławem Gawdzikiem oraz z księżmi Kowalskim i Muchą.

    - Według mnie tata był częściej z nami w Szczekocinach niż w Krakowie czy Warszawie. Dojeżdżał pociągiem do Sędziszowa, a stamtąd autobusem do Szczekocin - mówi córka Jasienicy. - Pisał bardzo dużo i przede wszystkim rankami, a popołudniami rąbał na przykład drzewo. Nasze mieszkanie było bardzo skromne, to był pokój z kuchnią, bez żadnych wygód. Było biednie i pamiętam kłopoty z zaopatrzeniem. Głównie ratowała nas ciotka nauczycielka, która miała stałą pensję.

    W sierpniu 1950 roku żona pisała do Jasienicy: "Kupuję węgiel na zimę (...) przywieź cukru chociaż dwa kilo i chleb razowy, no i jeszcze jedną żarówkę".

    Aresztowanie

    Rodzina Beynarów ciągle była obserwowana przez pracowników Urzędu Bezpieczeństwa. Znajomość Jasienicy z księżmi Kowalskim i Muchą nie była dobrze widziana przez towarzysza Kosteckiego, który przewodniczył komitetowi partii w Szczekocinach. W końcu w lipcu 1948 roku Lech Beynar został aresztowany w mieszkaniu swoich znajomych w Krakowie, gdzie UB zorganizowało tzw. kocioł.

    Zaczęły się przesłuchania, w których pisarz tłumaczył się z tego, że walczył pod dowództwem Zygmunta Szendzielorza "Łupaszki" w V Brygadzie Wileńskiej AK. Początkowo był adiutantem "Łupaszki", a w lipcu i sierpniu 1945 roku jego zastępcą. 9 sierpnia Beynar został ranny w potyczce z batalionem fizylierów 1 brygady pancernej we wsi Zaleś. Potem ukrywał się i dochodził do zdrowia m.in. we wsi Jasienica u księdza Stanisława Falkowskiego.

    - Zdawałam sobie sprawę z aresztowania taty. Nic nie było przede mną ukrywane. Dla mnie jako dziecka tak długie rozstanie z ojcem nie było łatwe, ale byłam do tego przyzwyczajona. W czasie wojny też go nie widywałam przez dłuższe okresy - mówi Ewa Beynar-Czeczott.

    Jasienicę zwolniono 27 sierpnia 1948 roku. Wstawił się za nim Bolesław Piasecki, twórca Stowarzyszenia "Pax".

    - Decyzję o zwolnieniu ojca podpisali Różański i Bergman, ale to w sumie Brystygierowa o tym zadecydowała - mówi córka pisarza.

    Julia Brystygierowa, która była wtedy dyrektorem Departamentu Politycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, powiedziała Beynarowi: "Wyjdzie pan na wolność i zobaczymy, czy to się ojczyźnie opłaci".

    Bez powrotów

    Dom, w którym przez 9 lat mieszkali Beynarowie w Szczekocinach, jest dziś wyremontowany. Cały obiekt pałacowy dzierżawi prywatna osoba.

    - Nie wykluczamy, że wspólnie z Towarzystwem Kulturalnym im. Tadeusza Kościuszki odsłonimy na ścianie budynku tablicę informującą o tym, że mieszkał tu z rodziną znany pisarz Paweł Jasienica - mówi kierownik prac remontowych w pałacu.

    Niewielu młodych szczekocinian wie, że autor "Polski Piastów" mieszkał w ich rodzinnym miasteczku. Zresztą przez wiele lat nikt nie mówił o Jasienicy głośno. Jednym z niewielu, którzy przypominali o tym, był Andrzej Wierzbowski, sąsiad Beynarów.

    - Choć uczyłem się w liceum, które mieściło się w pałacu Dembińskich, nie wiedziałem, że Jasienica mieszkał w domu przy bramie. Usłyszałem o tym w latach 80., ale traktowaliśmy to wtedy jako legendę. Mówiło się, że Jasienica został zesłany do Szczekocin, by o nim zapomniano - opowiada Przemysław Baranowski, dyrektor Ośrodka Kultury w Szczekocinach.

    Ewa Beynar-Czeczott niezbyt mile wspomina lata spędzone w miasteczku, które dzisiaj leży na granicy województw śląskiego i świętokrzyskiego.

    - Czasami jeszcze moje dzieci odwiedzają Szczekociny, robią to przy okazji wycieczek po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Jestem pewna, że tata po przeprowadzce do Warszawy w 1955 roku już nigdy nie odwiedził miasteczka. Ja tam jeszcze byłam kilka razy. Kiedyś, w czasie studiów, przejeżdżałam przez Szczekociny autostopem. Gdy czekałyśmy na okazję w pobliżu Rynku, ktoś we mnie i w koleżankę zaczął rzucać kamieniami. Wspomnienia stamtąd mam mieszane. Byłam po prostu z innej bajki - mówi Ewa Beynar-Czeczott.













    Będzie film o Jasienicy

    Paweł Jasienica (1909-1970) urodził się w Symbirsku nad Wołgą i pozostał z rodziną w Rosji do roku 1920. W Wilnie ukończył historię na Uniwersytecie Stefana Batorego. Był autorem takich książek jak m. in.: "Polska Piastów", "Polska Jagiellonów", "Rzeczpospolita Obojga Narodów", "Rozważania o wojnie domowej", "Polska anarchia". Zadebiutował w 1935 roku książką "Zygmunt August na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa".

    W lipcu 1948 roku został aresztowany. Na wolności znalazł się dzięki interwencji Bolesława Piaseckiego. Następnie wstąpił do Stowarzyszenia "Pax". Był również współredaktorem "Tygodnika Powszechnego" oraz działaczem i prezesem Klubu Krzywego Koła.

    W 1968 roku poparł protest studentów przeciwko zdjęciu z afisza spektaklu "Dziady". Efektem tego był dwuletni zakaz publikacji jego prac.

    Przez lata Pawłem Jasienicą interesowała się komunistyczna bezpieka. Córka pisarza historyka dotarła do akt Instytutu Pamięci Narodowej. Wyszło wtedy na jaw, że Nena O'Bretenny, druga żona Pawła Jasienicy, donosiła na niego jako agentka Służby Bezpieczeństwa. Ewa Beynar-Czeczott złożyła wtedy wniosek do sądu o odebranie praw do spadku synowi agentki. Argumentowała, że Nena O'Bretenny nie była godna dziedziczenia, gdyż działała na szkodę męża. Pod koniec ubiegłego roku córka Jasienicy wygrała proces. Sąd przyznał jej prawa autorskie do dzieł ojca.

    Teraz Jan Kidawa-Błoński ma wyreżyserować film o czasach, kiedy pisarz był inwigilowany przez agentkę. Wkrótce będzie gotowy scenariusz, który Kidawa-Błoński pisze wspólnie z Maciejem Karpińskim. Akcja filmu ma toczyć się w latach 1968-1969, kiedy Paweł Jasienica został oskarżony przez Władysława Gomułkę, ówczesnego I sekretarza KC PZPR, o syjonizm. •

    Sonda

    Czy uważasz, że właściciele i administratorzy budynków, ktorzy nie odśnieżaja chodników wzdłuż swoich posesji powinni płacić wysokie kary?

    • Zdecydowanie tak (69%)
    • Nie, chodniki to nie ich problem (23%)
    • Nie mam na ten temat zdania (7%)