Kara jest niższa od żądanej przez prokuratora. Wczoraj Sąd Rejonowy w Myszkowie skazał Marka N., kierownika Domu dla Ludzi Starszych i Samotnych w Białej Wielkiej na karę łączną 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata i orzekł wobec niego zakaz prowadzenia działalności pielęgniarsko-opiekuńczej przez 3 lata. Sąd uniewinnił Marka N. od zarzutu przywłaszczenia ponad 2100 zł od jednego z pensjonariuszy.
Prokurator żądał dla Marka N. 2 lata pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 3 lata i pięcioletniego zakazu prowadzenia domów opieki.
Sąd zmienił kwalifikację zarzutów wobec Marka N. Nie znalazł w zgromadzonym przez prokuraturę materiale dowodowym potwierdzenia znęcanie się nad podopiecznymi. Wymierzył kierownikowi domu w Białej Wielkiej karę za pozbawianie wolności, znieważanie i naruszenie nietykalności osobistej podopiecznych.
Sędzia Marek Garlik w uzasadnieniu ustnym wyroku zastanawiał się jakie były przyczyny tego co się stało w domu opieki w Białej Wielkiej.
– Sąd nie usłyszał tego od prokuratury – stwierdził sędzia Garlik. – Jak się czyta akta sprawy to widać, że przyczyną było to, że osoby zajmujące się opieką nie miały do tego żadnych kwalifikacji. Zastępcą kierownika placówki była szefowa kuchni. Marek N. też nie ma odpowiedniego wykształcenia.
W Białej Wielkiej nie tylko nie było wykwalifikowanego personelu, ale generalnie było za mało opiekunów. Lekarka bywała dwa razy w tygodniu, pielęgniarki od przypadku do przypadku. A w placówce stale przebywało od 40 do 50 osób z zaburzeniami umysłowymi, z problemami z poruszaniem się. Nie potrafiąc sobie poradzić z pensjonariuszami w czasie budowy kaplicy opiekunowie wiązali dwie podopieczne do krzeseł. Sąd nie kwestionował, że obie panie pozostawione bez opieki mogły zrobić sobie krzywdę. Ale, podkreślił sędzia Garlik, jeśli oskarżony nie był w stanie prowadzić takiego obiektu to nie powinien go prowadzić. Sąd uznał za wiarygodne zeznania głównych świadków oskarżenia, dwojga byłych pracowników placówki w Białej Wielkiej, zwolnionych przez Marka N.
Marek N. został uznany winnym uderzania po plecach i twarzy kilkunastu pensjonariuszy. Oskarżony miał też licznych obrońców wśród podopiecznych. Jedna z kobiet widzi w nim nawet cudotwórcę.
– Są tacy, którzy kochają oskarżonego – powiedział sędzia. – I sąd nie wątpi, że mówią prawdę, bo byli lepiej traktowani.
W Białej Wielkiej była grupa uprzywilejowanych. Sędzia Garlik zwrócił uwagę na cechy charakteru oskarżonego określone przez biegłych psychologów – impulsywny, agresywny, nie kontroluje się w swoich zachowaniach.
Sąd karny nie mógł się zajmować sprawą działalności Stowarzyszenia im. Św. Brata Alberta. To domena Sądu Rejestrowego. Prawo mamy takie, że na podstawie wpisu do rejestru o działalności gospodarczej można otworzyć placówkę opiekuńczą dla ludzi chorych.
Wyrok nie jest prawomocny. Marek N. nie chciał go komentować. Jego obrońca Barbara Gryda zapowiedziała apelację do Sądu Okręgowego po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku.