Aleksander Sałacki dostał w darze nie tylko długie życie, ale i niezwykle ciekawe, a do tego jeszcze umiejętność interesującego opisywania swoich przeżyć. Znana jest jego powieść pt. "Jeniec 335", gdzie opowiada swoje obozowe życie w oflagu, a zwłaszcza spotkanie w Lubece z synem Stalina, Jakowem Dżugaszwilim. Kilka innych ciągle pozostaje w maszynopisie.
Nie ma jednak w tych wspomnieniach walk o Lwów, kiedy jako 14-latek znalazł się w szeregach Orląt Lwowskich i bronił szkoły, do której chodził, szkoły im. Henryka Sienkiewicza.
Miał 25 lat, kiedy już jako oficer jechał na wojnę. Przyznaje, że szczęście w życiu mu dopisywało. Był ranny w oko, miał przeciętą powiekę, ale oko ocalało. Dostał niemal w serce. Kula przedziurawiła zdjęcie żony Natalii z synami, które nosił w kieszonce na sercu, a jednak udało się przeżyć.
- Zawsze jestem w dobrym humorze, nigdy nie narzekam, bo po co? Co to pomoże? I nigdy nikogo nie skrzywdziłem. W życiu trzeba być człowiekiem - mówi z nieodłącznym uśmiechem.